wtorek, 1 stycznia 2013

Pierwszy dzień roku

Po najbardziej hałaśliwej nocy w roku, nastaje najcichszy dzień. Budzę się z wrażeniem, że wszystko jest przykryte taką kopułą, która nie przepuszcza dźwięków. Cisza... Co za cudowne uczucie! Wychodzimy z domu i idziemy na spacer do lasu. Po drodze mijamy zaledwie kilku przechodniów. Przeważnie są to właściciele piesków... Jak się ma zwierzaka, to się ma obowiązki... 
Pogoda wiosenna, ciepło i bez wiatru. Właściwie, to wygląda bardziej na późną jesień, niż na zimę. Idziemy przez las dębowy. Drzewa ubrane są w brązowe liście. Brąz też pod naszymi nogami. To takie klimatyczne miejsce. Słychać ptasie przekrzykiwania. Dzięcioł gdzieś pracuje nad swoim obiadem. Na zamarzniętym rozlewisku, w pobliżu trzcin, widzimy łabędzie. Ślady sarnich racic przecinają piaszczystą dróżkę i prowadzą do strumyka. Grzybki rodzinnie zasiadły na pniach przy drodze i jakby tuląc sie do siebie, coś sobie szepczą. Jaki łagodny jest ten początek roku...






2 komentarze: