niedziela, 27 stycznia 2013

Róże karnawałowe


Mroźne styczniowe powietrze jest tak ostre, że brakuje tchu. Księżyc świeci jasno na niebie i maluje na niebiesko cienie na śniegu. Ma się wrażenie że śnieg dzwoni pod końskimi kopytami.  Nadjeżdżają sanie. Jeszcze jedne i jeszcze... Dziewczyny piszczą i pchaja się do okien. W szronie pokrywającym szyby okien wychuchane i wytarte małe czarne lusterka. Kto przyjechal? Pokażcie! Pokażcie! Wysiadają z sań i już tupią w sieni, otrzepując śnieg z butów. Zamaszyście i szeroko otwierają się drzwi... Dziewczyny odskakują od okien aż szumi od kolorowych spódnic. Ale trudno ukryć zaróżowione z emocji policzki i błyszczące oczy.  Wchodzący niby tego nie widzą, ale też im oczy błyszczą, oj błyszczą. I uśmiechy mają szerokie, figlarne. Gospodyni wychodzi na powitanie gości. Zaprasza na poczęstunek... A potem zabawa, bo przecież karnawał trwa... A czym gości częstuje? - chrustami, faworkami...  
Takie opowieści snuła babcia, gdy zimowe wieczory spędzałyśmy razem w jej swojskiej kuchni. Piłyśmy herbatkę z malinami i jadłyśmy te kruche, wspaniałe wypieki. Babcia M. była mistrzynią w ich pieczeniu. Ja dzisiaj też usmażyłam Róże karnawałowe. Wyjrzałam przez okno na zaśnieżony trawnik. Księżyc podobnie jak wtedy, kładł srebrno - niebieskie cienie pod świerkiem w ogródku. Ale nie usłyszałam głosu sanek... 

  • 30 dkg.mąki pszennej typ 450 (2 szklanki)
  • 5 żółtek
  • 3 łyżki gęstej śmietany
  • 1 łyżka spirytusu
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • tłuszcz do smażenia
  • konfitura do dekoracji
  • cukier puder do posypania 


Mąkę przesiać na stolnicę. Zrobić na wierzchu dołek. Włożyć do niego żółtka i skropić je spisytusem. Dodać śmietanę, sól i proszek do pieczenie. Dobrze wyrobić ciasto. Niektorzy polecają "wybić" porządnie wałkiem. Nie jest to konieczne. Dobrze wyrobione ciasto powinno mieć dużo pęcherzyków powietrza. Ciasto włożyć do lodówki na ok 1 godzinę. Ciasto rozwałkowujemy cienko. Mozna lekko podsypać mąką. Wycinamy trzy wielkości kółek. Np.szklanką, literatką i kieliszkiem. Każdy płatek nacinamy w kilku (5) miejscach nie dochodząc do środka. Potem smarujemy środek dużego i sredniego płatka białkiem jaja. Kładziemy je na siebie ( duży, sredni, mały). Przyciskamy na środku palcem, żeby się zlepiły. Do smażenia wkładamy płatkami do dołu. W czasie smażenia przewracamy drewnianym patyczkiem. Szybko się rumienią. Wyjmujemy na bibułę lub ręcznik papierowy do osączenia. Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem. Środek dekorujemy konfiturą.



Do smażenia potrzebujemy płaskiego rondla lub garnka i dosyć dużo tłuszczu. Róże muszą swobodnie pływać. Ponieważ wkładamy je płatkami do dołu, więc tam też musi być wolne miejsce na "rozwinięcie się" płatków. Może ktoś powie, że to nie jest modne ( :) ) ale ja biorę do smażenia po prostu smalec. Ma najwyższą temperaturę wrzenia, spośród dostepnych na rynku tluszczy. Pięknie i szybko piecze się w nim chrusty i pączki. Tluszcz musi być mocno rozgrzany. Sprawdzamy to, wrzucając kawałek ciasta.

2 komentarze:

  1. Różyczki przepiękne !
    Bułeczki zrobię w tym tygodniu i oczywiście dam znac
    Pomyśl nad weryfikacją słowną i liczbową w komentarzach .Szczególnie wieczorem ciężko jest wpisywac literki bardzo często zamazane

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wykonane zdjęcia, pogratulować autorowi. Różyczki to nic innego jak smażone faworki (chrust), przygotowywane tą samą metodą. Przypominają mi one smaki dzieciństwa, pyszne smaki. W zasadzie dodaję do nich tylko dżem truskawkowy lub wiśniowy (konfitura gomarowska się tu w sam raz sprawdza), są uwielbiane szczególnie przez moje dzieciaki. Polecam, choć dla dbajacych o linię tylko odrobinę :)

    OdpowiedzUsuń