sobota, 22 czerwca 2013

Rosół nie tylko na niedzielę





W niedzielę musiał być rosół. Z prawdziwej kury. Długo, długo gotowany na wolnym ogniu na brzegu plyty kuchennej... Z domowym makaronem... Babcia robiła wspaniały makaron... Lubiłam patrzeć, jak zagniata ciasto, wałkuje z niego duży placek, podsypuje go mąką, zwija w rulon.  A potem kroi ostrym nożem na cieniutkie paseczki. Ciach, ciach... Idealnie, równo  i szybko. Jak to babcia :)  Lubię rosół, taki... pyszny o domowym smaku i aromacie. Z młodą włoszczyzną, listkiem laurowym i ziarenkami pieprzu. Z przypieczoną cebulką (do smaku i koloru). Z dodatkiem zielonej pietruszki. Tylko nie robię swojskiego makaronu... ale może trzeba zacząć...?



2 komentarze:

  1. Babciny makaron i rosół to jedno z najmilszych wspomnień .Do tego cały ten rytuał .Ciepło na sercu .Rosół robię bardzo często ,z makaronem to bywa różnie .

    OdpowiedzUsuń